Wywiad Smoka z Białym Małym Tajfunem

Ludzie

Jak to się stało że znalazłaś się w Chinach
– Do Chin przyjechałam po raz pierwszy dwanaście lat temu, na roczne stypendium językowe. Jednak to był raczej koniec drogi, a nie początek. Wszystko zaczęło się bowiem wtedy, gdy mój Tato pracował na Tajwanie, a ja pojechałam do Niego w odwiedziny – i wpadłam jak śliwka w kompot. Po powrocie do Polski skończyłam studia dalekowschodnie drugiego stopnia i jako wisienkę na torcie dostałam stypendium rządowe w Chinach. Wtedy się zaczęła moja przygoda z Yunnanem i Kunmingiem.

Czy tam pracujesz – jeśli tak to czy możesz opowiedzieć co robisz
-Pracowałam przeważnie jako nauczycielka angielskiego, ale również jako tłumaczka, przewodniczka, herbaciarka, wykładowczyni uniwersytecka, wokalistka, a nawet statystka w filmie historycznym! Obecnie moim podstawowym zajęciem jest jednak wpajanie polskości mojej polsko-chińskiej córeczce, a w wolnych chwilach – tłumaczenia pisemne.

Co Ci się w Chinach najbardziej podoba?
– Tania komunikacja miejska. Kunming jest trzy razy większy od Warszawy. Aby przejechać autobusem z jednego jego krańca na drugi, płacę złotówkę – bez żadnych ulg. W ogóle – transport jest tu rozwiązany fantastycznie. W Kunmingu jest obecnie sześć linii metra – powstały na przestrzeni ostatniej dekady. Będzie ich jeszcze więcej już niedługo – a wtedy całe miasto będzie cudownie skomunikowane. W skali makro są zaś pociągi. Na trasie takiej, jak w Polsce z Tatr nad morze, płaci się parędziesiąt złotych. Tak to można podróżować!

Za czym tęsknisz?
– Za ogrodem. Za lasem. Za krakowskim życiem artystycznym – jeśli chodzi o koncerty, przedstawienia itp. akurat moje miasto nie bardzo ma się czym chwalić. I jeszcze tęsknię za kierowcami, którzy przestrzegają jakichkolwiek zasad ruchu drogowego.

Co ostatnio czytasz?
– Z literatury europejskiej – nadrabiam zaległości dotyczące naszej najnowszej noblistki. Z literatury związanej z Azją – zakochałam się w Celeste Ng, Rani Manickiej i Kenie Liu. No i jest jeszcze cudowna Chimamanda Ngozi Adichie, która otworzyła mi oczy na Afrykę.

Czy czytasz obecnie głównie po chińsku czy po polsku a może po angielsku?
– Codziennie czytam coś po chińsku, choć częściej eseje niż powieści. Staram się czytać regularnie po angielsku, ponieważ zbyt łatwo tracę ten język, jeśli go sobie nie utrwalam, a ostatnio rzadko mam okazję się nim posługiwać czynnie. Nie jestem za to w stanie odmówić sobie przyjemności codziennego przeczytania choćby opowiadania, choćby kilku stron powieści po polsku. Koniecznie literatura piękna! Oczywiście artykuły naukowe, reportaże czy beletrystyka też, ale to dzięki literaturze pięknej nadal umiem używać ojczystego języka.

Jakie obszary życia w Chinach najchętniej ostatnio zgłębiasz?
– Interesuje mnie milion spraw. Niestety, czasu zawsze za mało. Dlatego skupiam się przede wszystkim na Kunmingu i życiu w nim, na niewielkich podróżach po Yunnanie, na herbacie, która jest moją wielką pasją, domowej yunnańskiej kuchni i języku chińskim, który kocham. Oprócz tego czytam literaturę chińską na te tematy i czasem opowiadam na łamach blogu, jak to drzewiej w Kunmingu bywało.

Czy chciałabyś zostać w Chinach na zawsze?
– Nie. Bardzo chciałabym, żeby moja córka nie musiała uczęszczać do chińskiej szkoły. Choć nie ukrywam, że mnie samej żyje się tu wyjątkowo dobrze.

Czy masz w Chinach duże grono przyjaciół czy raczej niewielkie Ale dobrze sprawdzone?
– Raczej niewielkie. Ale to dotyczy nie tylko Chin, ale i Polski. Moim najlepszym przyjacielem został mój mąż – Chińczyk.

Jak na przestrzeni lat, które spędziłas dotąd w Chinach wygląda w Twoich oczach podejście mieszkańców Państwa Środka do swojej tradycji?
Czy dostrzegasz jakieś konkretne zmiany w tym ich podejściu?
– To pytanie jest bardzo szerokie. Cóż bowiem znaczy „tradycja”? Chiny są wielkie i mają stosunkowo niewiele tradycji, które są w równym stopniu uważane za tradycję przez wszystkich mieszkańców kraju. Dużo jest za to tradycji lokalnych, regionalnych czy dotyczących konkretnej grupy etnicznej. Wielkie tradycje – to na przykład obchodzenie chińskiego Nowego Roku z wielką pompą. Małe tradycje – na przykład w Kunmingu trzeciego dnia trzeciego miesiąca księżycowego tubylcy idą w Góry Zachodnie, by móc odegnać złe duchy. Duże tradycje są zachowywane w sposób widzialny, bo dbają o to nie tylko zwykli ludzie, ale i państwo. Małe tradycje wymierają, ponieważ miasta (wsi dotyczy to w znacznie mniejszym stopniu) stają się coraz bardziej niejednolite. Dziś mało który mieszkaniec Kunmingu jest jego mieszkańcem z dziada pradziada, a potomkowie ludności napływowej ani tradycji nowego miejsca nie znają, ani nie przestrzegają. Wprowadzają za to elementy własnych tradycji i tworzą nową jakość kulturową.

Oczywiście, są również ludzie nie przywiązujący do tradycji większej wagi – no ale to chyba podobnie jak w Polsce i innych krajach.

Jak wygląda dostęp do różnych form edukacji i wspierania społecznego rozwoju dziecka w przypadku mieszkających w Chinach mamy małego dziecka i jej latorosli na Waszym przykładzie?

– Czy są w Kunmingu kluby mam, miejsca gdzie pracuje się z dziećmi metodą Montesori czy edukuje muzycznie np. metodą Yamaha – czy raczej rodzic zdany jest na siebie?
W dużych chińskich miastach jest dostęp chyba do wszystkiego. Na skalę, która dla przeciętnego Polaka jest niezrozumiała, ponieważ największe polskie miasto jest nadal małą mieściną w porównaniu z dużymi chińskimi metropoliami. Problem nie w dostępności, a w cenie. Na przykład znane mi przedszkole Montessori, które znajduje się nieopodal naszego miejsca zamieszkania, kosztuje miesięcznie prawie dwa razy więcej, niż wynosi miesięczna pensja mojego męża (tu nadmienię, że mąż jest w stanie bez problemu z pensji utrzymać naszą trzyosobową rodzinę). I wcale nie świeci pustkami! O, wcale nie jest łatwo się tam dostać! Oprócz gotowości zapłacenia koszmarnych pieniędzy jest jeszcze kilka etapów kwalifikacji do tego typu przedszkoli – dziecko i rodzice muszą pokazać, że będą przestrzegać zasad, które w tym przedszkolu obowiązują.

My uznaliśmy, że nie ma potrzeby wysyłać dziecka do tego typu przedszkola. Wolimy zaoszczędzone pieniądze wydawać na wakacyjne podróże do Polski. Dlatego nasza córka chodzi do zwykłego, państwowego przedszkola, które wybraliśmy ze względu na bliską lokalizację, ale również – bardzo pozytywne opinie znajomych rodziców. Inna rzecz, że aby dostać się do tego przedszkola, trzeba było „pociągnąć za sznurki”. Jest ono stosunkowo niewielkie – uczęszczają do niego zaledwie trzy setki dzieci.

Czy mieszkający w Chinach wegetarianie i weganie mają dużo miejsc gdzie mogą się posilić lub zdobyć dedykowane tej grupie produkty spożywcze?

– W Chinach istnieje bardzo długa tradycja wegetarianizmu, związanego z buddyzmem. W przeciwieństwie do wielu buddyjskich krajów, chińscy mnisi nie mają obowiązku zjeść mięsa, jeśli zostanie włożone do ich miseczek. Już wiele wieków temu jeden z chińskich cesarzy, który był buddystą, zalecił mnichom spożywanie pokarmów, do których przyrządzenia nie trzeba zabić żadnego zwierzęcia. Chiny są też ojczyzną tofu i innych wyrobów z soi, które z dawien dawna służą jako zastępstwo mięsa. Z soi robi się „kurczaka”, z glonów robi się „rybę” itd. Szeroko wykorzystywane jest również „tofu” z dziwidła oraz „mięso na niby” z glutenu.
Do tego należy przypomnieć, że jeszcze parędziesiąt lat temu ogromna populacja Chińczyków mięso jadała dwa razy w miesiącu – podczas nowiu i pełni urządzano składkowe przyjęcia, bo tylko jeśli się złożyło kilka rodzin, stać je było na dołączenie potraw mięsnych do jarzyn. Oczywiście – różnie to wyglądało na wsi i w mieście, różnie w rozmaitych regionach, ale można całkiem bezpiecznie powiedzieć, że to warzywa i ryż (bądź inne zboża) były podstawą diety, a mięso było raczej luksusowym dodatkiem.
Można by sądzić, że w takim razie powinno być tu mnóstwo wegetariańskich restauracji. Niestety nie. Skoro mięso jest produktem „luksusowym”, wielu kucharzy stara się je wcisnąć nawet w „biedne” potrawy. Piękny talerz smażonych pędów czosnku – z drobniuteńko posiekanym plasterkiem szynki. Zupa warzywna – z dodatkiem kilku choćby plasterków mięsa. Purree ziemniaczane – ale usmażone na smalcu… Są to kwestie trudne zwłaszcza dla osób słabo znających chiński, które nie mogą dopytać, czy dania aby na pewno nie zawierają nawet śladowych ilości mięsa lub tłuszczów zwierzęcych. W moim mieście restauracje, które mają w menu wyróżnione opcje wegetariańskie czy wegańskie, należą do rzadkości.
Są jednak oczywiście miejsca, w których można zjeść wegetariański czy wegański posiłek. Po pierwsze – są to wszystkie restauracje buddyjskie, a w każdym mieście jest ich sporo. Po drugie – są to miejsca z bardzo ograniczonym menu. Na przykład jeśli restauracyjka sprzedaje wyłącznie kluski ryżowe z tofu, albo placuszki ze słodkim sosem i youtiao – chińskimi podłużnymi pączkami – to nie ma możliwości pomyłki. Po trzecie – nowoczesne restauracje wegetariańskie/wegańskie, niezwiązane z buddyzmem, tylko z przekonaniami. Dla osób znających biegle chiński oferta jest jednak dużo szersza. Wystarczy iść do restauracji i pytać, czy dana potrawa zawiera mięso/jajka/nabiał/tłuszcz zwierzęcy. Żaden z moich znajomych wegetarian nie ma problemu ze znalezieniem pysznego, tradycyjnego, chińskiego i zachodniego jedzenia w Kunmingu.

Jakie rasy psów i kotów jako zwierzątek domowych są teraz w Kunmingu popularne i czy w wielu rodzinach są obecnie te zwierzęta?
– Z psów rzucają się w oczy malamuty i husky, które są golone prawie do zera, bo tutejsze temperatury im nie sprzyjają. Kotów siłą rzeczy się nie widzi, bo te rodziny, które trzymają je w domach, nie pozwalają im wychodzić. Niestety niewiele więcej jestem w stanie o tym powiedzieć. Może tylko dodam, że w Kunmingu trzymanie psa w domu jest prawdziwym wyzwaniem. Pies nie może jeździć komunikacją miejską (ani autobusami, ani metrem), nie ma prawa wstępu do większości parków, nie może oczywiście wchodzić do sklepów ani restauracji, a te nie są wyposażone w znane mi z Polski „poczekalnie” z miejscem do uwiązania psa i podania mu wody. Szczerze mówiąc, ja sobie nie wyobrażam przygarnięcia psa, skoro nie miałabym nawet możliwości go wybiegać, ale podejrzewam, że większość Chińczyków nie kieruje się dobrem zwierzątka, tylko modą i „pokazaniem się” – bo dominują tu rasy drogie. Oczywiście są i ludzie, którzy przygarniają kundelki i wszędzie je z sobą zabierają, a są to zwierzątka na tyle małe, że niepotrzebne im wybieganie na wielkiej przestrzeni.

Jakie inne zwierzęta są obecnie popularnymi domowymi pupilkami?
– Targi Kwiatów i Ptaków obfitują nie tylko w szczeniaczki i koty, ale też świerszcze, rybki, króliki, żółwie, salamandry, węże, pająki i rozmaite ptactwo.

Jakie ptaki najczęściej trzymają,teraz w domach Chińczycy?
– (kiedyś często były to gwarki – czy dalej są popularne ?)
Wydaje mi się, że papugi i gwarki nadal wiodą prym, jednak nie badałam kwestii bliżej, bo ja sama trzymanie zwierząt w klatkach dla przyjemności uważam za barbarzyństwo.

Jak wygląda teraz w Kunmingu moda uliczna?
– Jest – jak zawsze – bardzo urozmaicona. Wszystkie kolory tęczy, cekiny, falbanki, wszystkie faktury i materiały. Ostatnio młode dziewczyny często na „wyjścia” ubierają się w hanfu – jeden z tradycyjnych chińskich strojów.

Jakie obrazy są obecnie chętnie wieszane w chińskich domach?
– Kaligrafie i tradycyjne malarstwo chińskie wiodą prym. Z rzadka widzi się na ścianach malarstwo olejne. Bardzo często wiszą też na ścianach zdjęcia ślubne w dużym formacie.

Na ile zauważasz wpływ kultury i estetyki japońskiej na współczesnych Chinczyków?

–  Właściwie się tego nie widzi, zwłaszcza w Kunmingu, w którym niechęć do Japonii jest nadal bardzo silna (Kunming bardzo ucierpiał w czasie wojny z Japonią). Oczywiście, jest kilka wyjątków – bodaj w każdym mieście w Chinach istnieją restauracje japońskie, mniej lub bardziej oryginalne. Poza tym można tu kupić wiele importowanych z Japonii akcesoriów herbacianych. No i – wszechobecna Hello Kitty i inne elementy tej mało tradycyjnej, ale znanej na całym świecie części współczesnej kultury japońskiej. Z rzadka na ulicach pojawia się cosplay, wypierany wszakże przez przebieranki w stylu chińskim, jak wspomniane wyżej hanfu.
A koreańskiej, europejskiej i amerykańskiej?
Dziewczęta kochają się w chłopcach z koreańskich boysbandów i seriali; chętnie używają koreańskich kosmetyków. Ludzie chodzą odziani przeważnie w ubrania, jakie znamy i z naszych ulic. Obecne są te same marki, te same wielkie sklepy, te same mody. Globalizacja jest bezlitosna.

Jakich obcych języków uczą się najchętniej teraz Chińczycy?

– Z moich osobistych doświadczeń wynika, że większość Chińczyków nie uczy się chętnie żadnego obcego języka, a i swój ojczysty zna średnio, woląc się posługiwać rodzimym dialektem. Mówię to jednak z perspektywy wieloletniej nauczycielki języka angielskiego, mieszkającej w stosunkowo niewielkim mieście. Po prostu nie uważają języków obcych za istotne, jeśli planują całe życie przeżyć w tym samym miejscu. Oczywiście, są i ludzie, którzy chętnie się uczą – angielski wiedzie w Chinach prym z wiadomych względów. A w moim regionie wiele osób uczy się tajskiego czy wietnamskiego, ponieważ Yunnan jest mocno związany gospodarczo z krajami Azji Południowo-Wschodniej.

Chiny są fascynującym krajem. Cieszę się, że coraz więcej Polaków chce się o nich czegoś dowiedzieć.

Wywiadu udzieliła Natalia Brede, która prowadzi blog o życiu w Kunmingu – Biały Mały Tajfun www.baixiaotai.blogspot.com

Autor bloga: Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie.

zdjęcie pochodzi z bloga Autorki.

Comments are closed.

Przeczytaj poprzedni wpis:
Duże uszy słuchają jak Chinki cudownie grają…

Pewnego pięknego marcowego dnia, kilkanaście lat temu, Smok z rodziną odwiedzili Kunming. Nie mogli się nadziwić, że przez cały tydzień...

Zamknij