Alexandra David-Néel

Artykuły Ludzie

W wieku 55 lat przyciemniła twarz węglem, ubrała się w łachmany i przez wiele miesięcy szła przez skute lodem górskie przełęcze — ryzykując życie na każdym kroku — żeby dotrzeć do jedynego miejsca na ziemi, do którego miała zakaz wstępu.
Okolice Paryża, rok 1868.
Alexandra David-Néel urodziła się w świecie, który już dawno zdecydował za nią, jaka ma być jej przyszłość: wyjść „dobrze” za mąż, prowadzić dom, urodzić dzieci, milczeć, nie wychylać się, stać się niewidzialną.
Alexandra miała jednak zupełnie inne plany.
Gdy inne dziewczęta ćwiczyły haft i szycie, ona znikała w muzeach, studiując sztukę Wschodu i dawne cywilizacje. Kiedy one uczyły się „dobrych manier”, które miały pomóc im znaleźć męża, ona pochłaniała książki o buddyzmie i filozofii azjatyckiej. Kiedy one marzyły o ślubach, Alexandra marzyła o górskich klasztorach, które znała tylko z książek, i o krainach, na których ziemi nigdy jeszcze nie stanęła.
Jako młoda kobieta uczęszczała w Paryżu na zajęcia z języków orientalnych i filozofii — co w jej epoce było czymś niezwykłym dla kobiety. A kiedy niewielki spadek dał jej finansową niezależność, zrobiła coś, czego „porządnej” młodej Francuzce robić nie wypadało:
wyjechała do Indii.
Sama.
Mieszkała w pobliżu Madrasu, studiowała sanskryt i praktykowała duchowe dyscypliny razem z ludźmi, którzy traktowali je naprawdę poważnie. Po raz pierwszy Alexandra poczuła, że znalazła miejsce, które mogłoby być jej domem.
Potem skończyły się pieniądze.
Rzeczywistość ściągnęła ją z powrotem do Europy. Zrobiła więc to, co robiło wiele praktycznych kobiet, by przetrwać: wykształciła się muzycznie i została śpiewaczką operową.
Przez lata występowała na ważnych europejskich scenach — utalentowana, odnosząca sukcesy, podziwiana.
I całkowicie nieszczęśliwa.
Europa wydawała jej się złotą klatką. Opera przypominała odgrywanie roli nie tylko na scenie, ale i poza nią. Dusiła się w życiu, które z zewnątrz wyglądało idealnie.
W 1904 roku, mając 36 lat, Alexandra wyszła za Philippe’a Néela, zamożnego inżyniera kolejowego, którego poznała w Tunezji.
Przez kilka lat próbowała. Naprawdę próbowała być taką żoną, jakiej oczekiwało społeczeństwo. Philippe był życzliwy, ciekawy świata i hojny. Ale Alexandra więdła od środka.
W 1911 roku, mając 43 lata, powiedziała prawdę:
— Wyjeżdżam. Wracam do Azji. Nie mogę ci powiedzieć, kiedy wrócę.
To, co Philippe zrobił później, zmieniło wszystko.
Zgodził się.
Postanowił wspierać ją finansowo, kiedy ona będzie podążać za swoim powołaniem. Nadal pozostali małżeństwem — bez rozwodu — ale ona miała żyć swoją prawdą w Azji, a on swoją w Europie. Mieli pisać do siebie listy.
Przez następne trzy dekady dokładnie tak robili. Ona podróżowała i studiowała, on wysyłał pieniądze oraz listy pełne wsparcia. Był to układ sprzeczny z obyczajami epoki, ale działał — bo Philippe kochał ją na tyle, by pozwolić jej być wolną.
Alexandra wróciła do Indii i spędziła tam wiele lat. Choć słowo „spędziła” jest zbyt słabe. Ona nieustannie podróżowała przez Indie, Tybet, Chiny, Mongolię i Japonię.
Została uczennicą buddyjskich mistrzów. Przez dwa lata żyła w jaskini w Himalajach, medytując i studiując w warunkach, które złamałyby większość ludzi. Opanowała język tybetański i sanskryt. Poznała praktyki medytacyjne oraz dyscypliny potrzebne, by przetrwać himalajskie zimy w lekkiej odzieży.
Adoptowała młodego mnicha z Sikkimu, Aphura Yongdena. Stał się jej synem, towarzyszem i współuczestnikiem duchowych poszukiwań przez dziesięciolecia.
Przez cały ten czas Alexandra nosiła w sobie jedną obsesję:
Lhasa.
Zakazana stolica Tybetu.
Tybet był zamknięty dla cudzoziemców. Szczególnie Lhasa — święte miasto, do którego ludzie Zachodu nie mieli wstępu. Ci, którzy próbowali się tam dostać, mogli zostać zawróceni albo ukarani.
Zachodni podróżnicy ponosili porażki. Mężczyźni z pieniędzmi, ekspedycjami i oficjalnym wsparciem — wszyscy odprawiani z niczym.
Alexandra David-Néel odmówiła uznania słowa „niemożliwe”.
Poznała mnicha, któremu udało się dotrzeć do Lhasy w przebraniu. Skoro on mógł, ona także mogła.
Przygotowywała się latami. Doskonaliła tybetański tak długo, aż potrafiła radzić sobie z dialektami. Studiowała buddyzm tybetański tak głęboko, by móc rozmawiać z uczonymi. Wchłaniała zwyczaje, gesty i modlitwy, aż stały się dla niej naturalne.
Pod koniec 1923 roku, mając 55 lat, Alexandra i Yongden wyruszyli w drogę.
Przekroczyli Himalaje zimą.
Alexandra przebrała się za ubogą tybetańską pielgrzymkę. Nacierała twarz węglem i sadzą, aż stała się ciemniejsza. Włożyła brudne, podarte ubrania. Zaplotła włosy w miejscowym stylu. Niosła miskę żebraczki.
Udawała starą matkę albo służącą Yongdena — zależnie od sytuacji. Chodziła przygarbiona, naśladując powolny krok starej kobiety. Spuszczała wzrok. Odzywała się tylko wtedy, gdy było to konieczne.
Przez miesiące szli przez jeden z najbardziej bezlitosnych terenów na świecie. Spali w jaskiniach i opuszczonych schronieniach. Jedli to, co udało im się wyżebrać albo znaleźć. Unikali głównych dróg i punktów kontrolnych.
Kiedy spotykali urzędników lub straże, Alexandra odgrywała swoją rolę bezbłędnie: biedna stara pielgrzymka podróżująca ze swoim „synem”, by otrzymać błogosławieństwo w świętych miejscach Lhasy. Zbyt nieznacząca, by zwrócić uwagę. Zbyt nędzna, by wzbudzić podejrzenia.
W lutym 1924 roku Alexandra David-Néel przekroczyła bramy Lhasy.
Została pierwszą znaną kobietą z Zachodu, która weszła do zakazanego miasta.
Ona i Yongden pozostali tam ponad dwa miesiące. Żyli wśród pielgrzymów i mnichów. Uczestniczyli w świętych ceremoniach. Odwiedzali klasztory i obserwowali życie religijne, do którego niemal żadna kobieta z Zachodu nie miała wcześniej dostępu.
Przez ten czas chodziła ulicami najświętszego miasta buddyzmu tybetańskiego, przebrana za żebraczkę — i nikt jej nie rozpoznał.
Później opuściła Lhasę. Relacje różnią się co do tego, czy została odkryta, czy wyjechała z własnej decyzji. Ale osiągnęła to, czego nie zdołały dokonać całe ekspedycje: weszła do zakazanego miasta, została tam przez pewien czas, uczyła się i wyszła żywa.
W 1925 roku Alexandra wróciła do Francji po wielu latach spędzonych w Azji. Miała 57 lat.
I była sławna.
Zamieszkała w Digne-les-Bains w Prowansji i kupiła dom, który nazwała „Samten Dzong” — Twierdzą Medytacji. Tam zaczęła pisać.
Jej książki o Tybecie, zwłaszcza opowieść o dotarciu do Lhasy oraz praca o tybetańskim mistycyzmie, stały się międzynarodowymi sensacjami. Opisywała buddyzm tybetański, praktyki duchowe i doświadczenia, które wykraczały poza ówczesne zachodnie rozumienie świata.
W ciągu życia Alexandra napisała ponad 30 książek o buddyzmie, Tybecie i filozofii azjatyckiej.
Wpłynęła na pokolenie beatników oraz wielu zachodnich popularyzatorów myśli Wschodu. Otrzymała wysokie odznaczenia we Francji, w tym Legię Honorową.
Ale przede wszystkim żyła dokładnie tak, jak sama wybrała.
Philippe zmarł w 1941 roku, po dekadach wspierania jej mimo rzadkich spotkań. Opłakiwała go jako towarzysza, który dał jej wolność.
Yongden zmarł w 1955 roku. Alexandra miała wtedy 87 lat i była zdruzgotana. Mimo to nadal pisała, studiowała i prowadziła korespondencję ze specjalistami z całego świata.
Alexandra David-Néel zmarła 8 września 1969 roku, kilka tygodni przed swoimi 101. urodzinami.
Przeżyła ponad sto lat. I niemal przez cały ten czas robiła dokładnie to, czego społeczeństwo uparcie odmawiało kobietom:
podróżowała samotnie, studiowała zakazaną wiedzę, mieszkała w jaskiniach, adoptowała syna poza społecznymi schematami, zostawiła męża, by pójść za swoim powołaniem, przeszła Himalaje w wieku 55 lat, weszła do zakazanych miast, pisała o mistycyzmie i żyła po swojemu.
Pomyślcie tylko.
W 1868 roku, kiedy Alexandra przyszła na świat, kobiety nie miały prawa głosu, a dostęp do wyższego wykształcenia był dla nich rzadkością. Oczekiwano, że będą żonami i matkami. Niczym więcej.
Alexandra została śpiewaczką operową, badaczką, praktykującą buddystką, podróżniczką, autorką i legendą.
W wieku 55 lat — gdy społeczeństwo spodziewało się po niej raczej spokojnej starości przy kominku — przeszła zimą przez Himalaje w przebraniu żebraczki, by dotrzeć do miasta, w którym odkrycie jej tożsamości mogło kosztować ją życie.
I dokonała tego.
Jej dom w Digne-les-Bains jest dziś muzeum. Sam Dalajlama odwiedził go w 1982 i 1986 roku. Jej książki nadal są czytane i badane. Jej wpływ na to, jak Zachód zaczął poznawać buddyzm tybetański, jest ogromny.
Ale być może jej największe dziedzictwo jest dużo prostsze: udowodniła, że jedyną rzeczą powstrzymującą kobiety przed robieniem rzeczy „niemożliwych” był świat uparcie powtarzający im, że są niemożliwe.
Alexandra David-Néel odmówiła przyjęcia narzuconych granic. Odmówiła pozostania tam, gdzie kazano jej zostać. Odmówiła stania się osobą, którą społeczeństwo chciało z niej zrobić.
Żyła ponad sto lat. Przemierzyła świat. Weszła do zakazanych miast. Wpłynęła na całe pokolenia. Umarła wolna.
W wieku 55 lat przebrała się za żebraczkę i ruszyła przez Himalaje.
A na starość nadal pisała, nadal studiowała i nadal nie zgadzała się na cudzą wizję tego, kim powinna być.
Są ludzie, którzy całe życie spędzają w „bezpiecznych” przestrzeniach przygotowanych dla nich przez społeczeństwo.
Alexandra David-Néel przez ponad sto lat udowadniała, że najbardziej niezwykłe życie zaczyna się wtedy, gdy odmawiasz innym prawa do jego definiowania.

Comments are closed.