WYWIAD Z DANIELEM DROŻDŻAŁEM o kamperowaniu i nie tylko…

Ludzie

Z Danielem, z którym mamy wspólną znajomą, poznaliśmy się we wrześniu 2020 roku w Warszawie.
Daniel zaparzył nam z Lidką herbatę i kawę i oprowadził po swoim królestwie które wkrótce zamieni na… większe czy mniejsze, podobne czy inne?
To jest moje pierwsze pytanie do Daniela.

Trudno dać jednoznaczną odpowiedź. Parę dni temu wprowadziłem się do Warszawy i na pewno przezimuję poza kamperem w aż trzypokojowym mieszkaniu, ale mój pokój w zasadzie od lat pozostaje ten sam. Trzy lub cztery plakaty, trochę książek… W kamperze miałem podobnie, tylko inny zestaw. Wbrew pozorom to jednak kamper a nie mieszkanie pozwala mi się w dzisiejszych czasach czuć bezpiecznie.

2. Czytelnicy Smoka i Feniksa wiedzą już zatem, że przed Tobą sprzedaż Twojego pierwszego kampera…
Jak to się stało, że go w ogóle kupiłeś i kiedy to miało miejsce?

Dostałem pracę w Portugalii i powiedziałem partnerce, że z dwójką kotów będzie problem z wynajmem mieszkania. Ona w tym czasie leciała do Nowego Jorku na ponad dwa miesiące, więc też nie mogła ich zabrać. Użyłem w związku z tym kotów jako argumentu do spełnienia swojego jedynego w zasadzie marzenia (poza światowym rozbrojeniem nuklearnym). Zgodziła się. Kupiłem pierwszego w życiu kampera w pierwszym tygodniu lipca 2019 roku a w drugim tygodniu lipca tego samego roku byłem już w Lizbonie.

3. Czy zawsze byłeś, Danielu, ‚wolnym duchem’?

„Duchowo” kiedyś czułem się przywiązany do kościoła katolickiego, ale wolność chyba traktowałem zawsze jako bardziej uprzywilejowaną wartość od wszelkich chrześcijańskich cnót.

4. Czy zwykłe stacjonarne życie to już coś nie dla Ciebie?

Przez dziewięćdziesiąt dziewięć procent życia spędzanego poza pracą pozostaję w dwóch stanach: czytam książkę lub gazetę, popijając herbatę albo przemieszczam się pieszo bądź samochodem. Nie można powiedzieć zatem, że jest to stacjonarny tryb, bo nawet w tym pierwszym przypadku poruszam się w świecie różnych opowieści. Także w snach jestem ciągle w ruchu. Zawsze tak było. Obecnie jest to zapewne przywilej związany z posiadaniem wyrozumiałej partnerki oraz brakiem dzieci.

5. Jak to się stało, że znalazłeś się kilkanaście lat temu w Chinach?

Chciałem przede wszystkim zobaczyć wielkie metropolie, o jakich czytałem książki i oglądałem filmy. Coś najbardziej zbliżonego moim pragnieniom i najłatwiej osiągalnego z ograniczonym budżetem znajdowało się w Chinach. Nie zawiodłem się ani trochę, zwłaszcza, że w tamtym czasie Chiny wydały mi się nieco nowocześniejsze od Europy. Nadal wyprzedzają ją pod wieloma względami.

Byłem jeszcze w Chinach dwa lub trzy razy (zależnie od tego jak potraktujemy Tajwan) i za każdym razem odkrywałem coś nowego. Ucieszyłbym się, gdyby w Szanghaju wciąż istniała kawiarnia „Old Film Cafe”, która przypominała mi miejsca z filmowych epopei Hsiao-Hsien Hou. Stare meble, wielkie sofy, papierosowy dym i niezliczone dolewki herbaty. Zmiany są dobre, ale niekiedy zbyt szybkie i niezaplanowane, więc nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że po takim miejscu nie pozostał już żaden ślad. W chińskiej polityce cenię element wieloletniego planowania, ale czasem przeraża mnie pośpiech.

6. Czy czegoś się nauczyłeś od Chińczyków?

Na pewno tego, że dobroć i uprzejmość nie zależy od stanu posiadania. Poznałem cały przekrój klas społecznych, ludzi wykonujących rozmaite zawody i z nimi wszystkimi dzieliłem zarówno fajne jak i niefajne doświadczenia, choć w zetknięciu z mieszkańcami Chin przeważało raczej to pierwsze. Dowiedziałem się też, że wszelkie stereotypy, jakie powielane były na temat tego kraju, nie mają pokrycia z rzeczywistością. Trzeba oczywiście odróżnić punkt widzenia mojego, jako turysty, od punktu widzenia tubylca, ale rozmowy z tubylcami także zaprzeczają temu, jakoby Chiny były policyjnym krajem, straszliwą dyktaturą, hybrydą kapitalistycznego i socjalistycznego reżimu, łączącą to, co w obydwu w nich najgorsze. Tak czarno-biały obraz rzeczywistości z pewnością nie jest prawdziwy.

7. Opowiesz nam o swojej książce, którą tam napisałeś?

Trudno nazwać ją książką. Jest to właściwie zlepek wspomnień, które pozostały mi z tamtej wycieczki. Zapisywałem je w małym notatniku i odświeżyłem, zredagowałem po latach. Szkoda, że tak późno, bo w tamtych czasach nie były jeszcze aż tak popularne blogi podróżnicze i, choć ludzie jeździli – jak się potem dowiedziałem – autostopem do Chin, mało kto o tym wiedział. Ta mała broszurka pozostaje w tej sytuacji czymś osobistym. Nie reklamowałem jej nawet wśród znajomych i szczerze mówiąc, niespecjalnie polecam ze względu na chaotyczną treść i niewielką wartość informacyjną. Może jedynie wzbudzić zainteresowanie entuzjastów zanikającej tradycji jazdy autostopem i osób ciekawych tego, jak Europejczyk spoglądał na Chiny w czasie igrzysk olimpijskich, bo przypadkiem odbyły się one w Pekinie właśnie podczas mojej pierwszej podróży.

8. Co w chińskiej kuchni najbardziej Ci smakowało, a co wręcz przeciwnie?

Zawsze uwielbiałem chińską kuchnię. Nie mam jednak pojęcia, co tam jadłem. Sugerując się chińskimi tłumaczeniami jadłospisu na język angielski można powiedzieć, że w mojej diecie były nawet „móżdżki małych dzieci”. Raz kupiłem też w sklepie coś, co wydawało mi się robakami na patyku. Najzabawniejsze jest właśnie to, że Chińczycy podają wiele rzeczy na patyku. Nawet maskotkę-misia dostałem od pani sprzedawczyni z ulicy na patyku. Gdybym był nietrzeźwy, to chyba również bym go zjadł.

9. Dlaczego z różnych opcji wybierasz ostatnio do życia Portugalię?

Kilkakrotnie wybierałem Portugalię. W Chinach też odwiedziłem dawną portugalską kolonię, Makao, i czułem się tam bardzo dobrze. Może dlatego, że obydwa są doświadczeniami w pewnym sensie „krańcowymi”. Pamiętam żart, jaki padł podczas mojego ulubionego portugalskiego programu telewizyjnego „Governo Sombra” (po polsku „Gabinet cieni”). Jeden z prowadzących dyskusję panów w reakcji na opinię na temat „cudu”, który sprawił, że Portugalia dobrze radziła sobie z pandemią, powiedział że „owym cudem jest fakt, iż Bóg umieścił nas na krańcu kontynentu”.

10. Czy Twoja książka o Portugalii jest w swej strukturze podobna do książki o Chinach?

Pod kątem formalnym bardziej będzie przypominała powieść, choć żadne opisane w niej zdarzenie nie jest zmyślone. Z tego względu niektóre treści musiałem ocenzurować w oficjalnym wydaniu, które powinno ukazać się za kilka miesięcy. Podobnie jednak jak tę o Chinach, pisałem ją głównie dla siebie i bliskich w celu zachowania ulotnych wspomnień. Może być ciekawsza niż poprzednia ze względu na „świeżość” tych wspomnień. Pewnym jej walorem jest także opis tego jak skorzystałem z sytuacji pandemii, która zastała mnie w Portugalii i z początku przeraziła. Przypuszczam jednak, że ostatecznie mało kto miał takiego farta jak ja. Ale więcej o tym dowiemy się, czytając książkę.

11. Czy mógłbyś wymienić plusy i minusy kamperowego życia?

Jeśli przyjmiemy, że spędzony w nim rok możemy nazwać „kamperowym życiem”, mógłbym wymienić same plusy. Gdybyśmy chcieli żyć w kamperze dłużej, zapewne uciążliwe stałoby się zaopatrywanie w wodę, opróżnianie toalety, a także problemy natury formalnej takie jak rejestracja miejsca zamieszkania, znalezienie odpowiedniego parkingu i tak dalej. Warto na pewno swoją przygodę rozpocząć od próby zminimalizowania materialnych potrzeb. To znacznie ułatwia sprawę. Pod tym względem w kamperze nie odczuwałem żadnych braków aż do tego stopnia, że planuję wymienić go na mniejszy.

12. Czy kamperowanie/campering to według Twoich spostrzeżeń etap życia u większości poznanych kamperowców, czy występuje też często jako sposób na całe życie od młodych do bardzo starych lat?

Szczerze mówiąc nie poznałem nikogo mieszkającego w kamperze dłużej niż rok, poza Stanisławem, który prowadził takie życie od ponad dziesięciu lat, ale poniekąd z przymusu. W internecie można jednak napotkać ludzi mieszkających w kamperach o wiele dłużej z czystej przyjemności lub wygody. Nawet czytałem artykuł o człowieku, który wybrał takie życie w naszej stolicy. Ja tylko mam nadzieję, że ludzie nie zaczną sztucznie wytwarzać w sobie takiej potrzeby pod wpływem reklamy lub mody. Liczę też na to, że uda mi się powtórzyć kiedyś dawną autostopową trasę do Chin w kamperze. Póki co kamper pozostaje pewnym etapem w moim życiu, do którego pewnie będę chciał co jakiś czas wracać.

Dziękuję, Danielu za rozmowę i życzę Ci wielu sukcesów.

Link do książki: https://ridero.eu/pl/books/blues_samotnych_ulic

Comments are closed.

Przeczytaj poprzedni wpis:
Rozmowa z Mari – pół Japonką a pół Polką

Mari, w połowie jesteś Japonką - po ojcu, a w połowie Polką - po mamie, ale czy tak byś się...

Zamknij